wtorek, 19 sierpnia 2014

Elektroniczny pilnik do stóp z Biedronki

Dziś napiszę Wam kilka słów o elektronicznym pilniku do stóp, który jak szybko pojawił się w Biedronce, tak jeszcze szybciej znikł. Dlaczego? A no pewnie dlatego, że była bardzo kusząca cena - niecałe 20zł, więc jak tu go nie kupić? Jeśli taki pilnik Sholla kosztuje ok 150zł no proszę, ile kasy mamy z tego zaoszczędzone? No właśnie... Raczej nic, a jeszcze pewniej to jesteśmy stratne. Dlaczego? Zaraz wszytko Wam napiszę :)





Na opakowaniu widzimy piękne stopy pewnej pani, gładziutkie, do tego zapewnienia producenta drukowanymi literami GŁADKA I MIĘKKA SKÓRA. Kusi, prawda? Na to oczywiście złapałam się i ja, nie przeczę, człowiek stary a czasami też głupi. 

Na opakowaniu również możemy przeczytać:

"Do samodzielnego i profesjonalnego pedicure. Nasadka pilingująca ze specjalną formułą mikroziaren usuwa zrogowaciały naskórek i jego martwe komórki w kilka chwil i bez wysiłku zapewnia efekt idealnie gładkiej i miękkiej skóry."





No dobra, to teraz opowiem Wam JA, jak ten piękny opis ma się do rzeczywistości. Do samodzielnego - tu się zgodzę, ale że to niby profesjonalne? Panie ludzie, no bez jaj... Ok, nie nakręcam się, dementuję dalej - o specjalną formułę mikrowłókien nie wnikam, może tam są, a może to zwykły pic na wodę, ale jeżeli są to ja nie wiem, moje albo zwiały jak zobaczyły moje stopy, albo jeszcze w sklepie przeniosły się do towarzystwa na inny pilnik. Z tymi kilkoma chwilami to przesada... ogromna przesada... Czas, jaki trzeba przeznaczyć na 1 stopę to ok 20-25 minut... A wiadomo, nie zrobimy jednej stopy drugą zostawiając sobie na kolejny dzień... Tak więc schodzi nam prawie godzinka... Gładkie i miękkie stopy? No sorry, ale nawet po takim czasie musiałam je dorobić zwykłym, porządnym pilnikiem...  pewnie jak to czytacie, to się zastanawiacie "jakie ona musi mieć cholernie zarośnięte stopy! hehehehe, pewnie tak to wszystko brzmi, ale serio, nie są takie :) Zwykłym pilnikiem daję radę je okiełznać w kilka minut, może z 10-15 minut na obydwie stopy, więc liczyłam na to, że przy takim elektronicznym to naprawdę będzie kilka chwil, o których pisze producent, a tu dupka blada. 




W sumie jeszcze po pierwszym razie byłam jeszcze na nią napalona, że może jakaś zła technika czy coś, więc do kolejnej próby podeszłam jeszcze dosyć entuzjastycznie. Niestety, mój entuzjazm szybko uleciał, gdy okazało się, że nasadka NIC nie robi. NIC. Stępiła się... No rozumiecie to? No dobra, założyłam drugą, dobrze, że była w zestawie ale historia się powtórzyła. Długi czas ścierania a i tak musiałam poprawiać. Jestem zła, że dałam się wrobić w takie dziadostwo. W sumie pilnik na 2 razy, ale pomijając ten fakt i tak jestem wkurzona długim czasem ścierania no bo niestety, nie ma tu zawrotnej prędkości kręcenia się nasadki, a i sama nasadka pozostawia dużo do życzenia - jest po prostu za delikatna.




Jeśli się na nią natkniecie - nie kupujcie. Strata pieniędzy. Chciałam przyoszczędzić a oczywiście straciłam. Niby 20 zł tylko, ale mimo wszystko. W tym roku już Sholla nie kupię, zostawię sobie ten zakup na przyszły rok, chyba że trafię na jakąś super promocję. Ostatnio był w Rossmannie za 128zł, więc już cena lepsza, ale jeszcze się wstrzymam.

Któraś z Was się jeszcze skusiła na ten pilnik? Jakie są Wasze odczucia?


29 komentarzy:

  1. O ja cię, jak to stępiły się rolki?? Jeny dobrze w sumie, że to Biedra za 20 zł a nie Scholl za 140! Makabra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten pilnik bardzo delikatny i widać materiał z jakiego zrobiony był za słaby.

      Usuń
  2. uff dobrze że nie kupiłam, a kusiła mnie bardzo :) zwykły piknik też jest ok, tylko trzeba częściej zmieniać, ale to tylko 5zł i działa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zwykły pilnik działa dużo lepiej :)

      Usuń
  3. Spojrzałam na niego kiedyś podczas biedronkowych zakupów, ale spodziewałam się takiego efektu, o jakim piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja podświadomość szeptała mi właśnie, że tak może być, ale nie chciałam jej słuchać :)

      Usuń
  4. heheh ale się uśmiałam czytając Twoją recenzję:))świetnie to opisałaś już wiem że tego dziadostwa nie kupię :D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze :) Już raczej go nawet nigdzie nie spotkasz :)

      Usuń
  5. Chciałam go kupić ale nigdzie go nie było... Cóż, współczuje właścicielom tych bubelków :D

    OdpowiedzUsuń
  6. mnie zawsze takie "smaczki" omijają, nie mam go niestety i stety ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż się cieszę że go nie wzięłam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, a ja żałuję że go wzięłam ;)

      Usuń
  8. szkoda, bo wygląda na ciekawy gadżet:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda, ale lepiej zainwestować w oryginał.

      Usuń
  9. Nie kupiłam, i jak widać dobrze... :(

    OdpowiedzUsuń
  10. ostatni post -najlepszy !oby tak dalej!
    wpadaj do mnie.. przerabiamy ubrania DIY !
    poczytaj,lubię jak ktoś komentuje czytając tego bloga a nie.. tak :<
    obserwacja za obserwacja może?

    OdpowiedzUsuń
  11. No to ładny dziad z tego pilnika :P Dobrze, że go nie kupiłam

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja się powstrzymałam. I jak widzę dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  13. dobrze, że go nie kupiłam a też się zastanawiałam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już wiecej żadnych "hitowych" akcesoriów w Biedrze nie kupię :)

      Usuń
  14. nawet jej nie widziałam i dobrze! takie dziadostwo... bardzo droga "jednorazówka" :D
    ps: co do skarpetek złuszczających w tubce i ich zastosowaniu, to tak jak pisałaś, smaruję warstwę maści [nie musi być gruba] i zakładam skarpetki :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za każdy pozostawiony komentarz :) ale musisz wiedzieć, że mój blog to nie miejsce na Twoją reklamę. Nie wklejaj linku do swojego bloga, nie musisz - znajdę go :)